Etnobotanickým chodníkom dávnych bylinkárov, čiže kanón liečivých, magických a úžitkových rastlín Karpát

Chodník aký navrhujeme je výletom k stanovištiam liečivých, magických a úžitkových rastlín Karpát. viac

Szlak ten ma zwrócić uwagę na stare związki roślin i ludzi (którymi zajmuje się gałąź wiedzy nazywana etnobotaniką) oraz wprowadzić walor przygody w poszukiwanie i odnajdywanie wskazanych roślin. Podano stosunkowo łatwe do znalezienia rośliny i szlak ten można wzbogacać o rośliny trudne do odszukania.

Wobec niechętnego, a nawet niezrozumiale wrogiego stosunku do rodzimego świata przyrody, jaki obserwować można w Polsce nieomal codziennie, warto przypominać nawet najmniejsze ślady pozytywnych relacji z roślinami, które niegdyś były bliżej człowieka.

Niechęć do przyrody i jej źródła doskonale opisał Jacek Olędzki: „/…/ osobliwie niechętny stosunek do drzew, krzewów względnie nawet roślin dziko rosnących (w najlepszym przypadku zabarwiony zmyślonym utylitaryzmem) występuje zazwyczaj w parze z awersją do różnych drobnych stworzeń, małych gryzoni, ślimaków, małży, owadów i wcale nie musi mieć określonych uwarunkowań historycznych, a wynika z cech naszej ludzkiej kondycji, z jej ograniczeń i słabości. Niedojrzałość emocjonalna, ujemne stany psychiczne, prowadzące do chorobliwej pobudliwości, frustracji, decydować mogą o sposobach reagowania na cudowny świat natury. Owe przejawy dezintegracji negatywnej – jak doskonale wiadomo – najłatwiej się odreagowuje poprzez uśmiercanie czy aprobowanie aktów uśmiercania bytów słabych lub bezbronnych. Rozluźnienie zasad reguł życia społecznego, niestałość nastrojów, jak niedostatek dóbr, usług a nadmiar mniemań, przekonań, wzorców pańskości (wyniosłości), wszystko to, co tak dobrze zna nasza ojczyzna, nie sprzyjało życzliwości wobec natury. Ostatnie półwiecze zaowocowało dodatkowo nie spotykanym wcześniej w Polsce rozkwitem głupoty.”[1]

Szlak w kilku wariantach oparty jest o miejsca występowania ważnych roślin karpackich: arcydzięgla, bzu czarnego, dziewięćsiła, dziurawca, jałowca, macierzanki. Podczas spotkań z wymienionymi roślinami warto wiedzieć o nich kilka rzeczy i mieć ze sobą atlas roślin w celu upewnienia się co do ich prawidłowego rozpoznania. Podstawowe informacje o wybranych roślinach znajdziecie poniżej, ale warto poszerzyć je klikając w odpowiednie hasła w wikipedii.

Arcydzięgiel litwor (Angelica archangelica)

Jest to jedna z największych roślin zielnych, jaka rośnie w Karpatach. Dorastać może do 2 metrów wysokości: ma grube, puste w środku pędy i wielki kwiatostan nazywany baldachem złożonym. Litwor jest rośliną dwuletnią: w pierwszym roku tworzy silne pędy i duże liście, których długość może sięgać blisko jednego metra. Od innych roślin baldaszkowatych (szczególnie od bliskiego krewnego, dzięgla leśnego) łatwo go odróżnić po kulistym baldachu kwiatowym, rozmiarach łodyg i miejscu występowania. Cała roślina ma aromatyczny zapach i wszystkie jej części są wykorzystywane jako surowiec zielarski, przyprawa, roślina sałatkowa, a nawet jako budulec niezwykłych instrumentów. Magiczne zastosowanie arcydzięgla litwora znano od bardzo dawna: chronił on od czarnej magii. Najskuteczniejsze było – podobno – noszenie korzenia arcydzięgla na szyi w formie talizmanu. Wszystkie nazwy geograficzne pochodzące od słowa litwor, a jest ich, np. w Tatrach, wiele: Litworowy Wierch, Litworowy Staw, Litworówka... wskazują na dawne liczne stanowiska tej interesującej rośliny. Przy identyfikowaniu tego gatunku należy uważać, gdyż można go pomylić z bliskim krewnym z Kaukazu – barszczem Sosnowskiego, która to roślina ma właściwości parzące i należy do roślin sztucznie do Polski zawleczonych przez prowadzących eksperymenty paszowe. Barszcz jest zazwyczaj znacznie większy i nie występuje wysoko w górach.

Arcydzięgiel nie jest łatwy do znalezienia, ale łatwo go pomylić z bliskim krewniakiem – dzięglem leśnym. Na zaproponowanym szlaku trafia się czasem w miejscach wilgotnych (nad potokami i przy młakach górskich), a odnalezienie go może być trudne!

Bez czarny (Sambucus nigra)

Bez czarny napotykamy właściwie wszędzie: w zieleni miejskiej i w zaniedbanych ogrodach, przy starych domach wiejskich i nad dzikimi potokami, ale też w górach, daleko od ludzi. Trudno byłoby wskazać roślinę bardziej pospolitą, przydatną i obecną w mitologii.

Od końca maja bez czarny zwraca na siebie uwagę białymi parasolowymi kwiatostanami o bardzo charakterystycznym aromacie. Silne stężenia olejków eterycznych odpowiedzialnych za zapach kwiatów bzu czarnego przyprawić mogą o ból głowy i mocne reakcje organizmu, graniczące z nudnościami. Białe parasole silnie pachnących kwiatów przyciągają wiele gatunków owadów i warto o nich pamiętać przy zbiorze kwiatów dla celów domowych. Ponieważ kwiaty bzu czarnego są białe, to na Słowacji napar z nich to herbatka z bzu białego… a nie z czarnego. Źródłem nazwy nie są jednak kwiaty, a czarne, błyszczące owoce zebrane w sporych rozmiarów baldachy. Owoce pojawiają się na krzewach stopniowo i czasem zdarza się, że na jednej roślinie znaleźć można kwiaty i dojrzewające owoce jednocześnie. Przychodzi jednak czas, kiedy obsypane ciężkimi kiściami owoców krzewy stają się z oddali błyszcząco czarne. To pora zbioru i przygotowywania wielu bzowych specyfików. Bazą do ich sporządzania jest sok i miąższ owoców bez pestek. Zawartość pestek powoduje, że spotyka się sprzeczne informacje na temat niektórych przetworów z bzu czarnego, szczególnie dotyczy to wina. Jedni uważają je za stary, rytualny napój Słowian, a inni twierdzą, że jest trujący. Lecznicze działanie przetworów z kwiatów, soku wyciśniętego z owoców oraz miąższu owoców po usunięciu pestek jest powszechnie znane i potwierdzone. Drewno bzu czarnego służy do wyrobu tradycyjnych instrumentów dętych i ich części zarówno w Polsce, jak i na Słowacji. Interesująca dla poszukiwaczy przygód w Karpatach jest legendarna zdolność starych i specjalnie ukształtowanych drzew bzu czarnego do przenoszenia zasypiających pod nimi ludzi. Po takiej drzemce delikwent budzi się czasem wiele kilometrów od miejsca, w którym zasnął. Byłby to doskonały sposób taniego podróżowania gdyby nie to, że tylko nieliczni potrafią sterować kierunkiem i odległością sennej podróży...

Bez czarny jest obecny wzdłuż całej zaproponowanej trasy.

Dziewięćsił bezłodygowy (Carlina acaulis)

To oset o charakterystycznej, promienistej rozecie liści i płaskim koszyczku kwiatowym otoczonym listkami okrywy (mylnie branym za kwiat), rozesłany na ziemi. Koszyczek kwiatowy zawiera dziesiątki pojedynczych małych kwiatów rurkowych. Rośnie w strefie alpejskiej w Europie Południowej i Środkowej. W Polsce występuje głównie w Karpatach i Sudetach, nielicznie i wyspowo także na innych terenach, na przykład rośnie na Wyżynie Woźnicko-Wieluńskiej. Koszyczek kwiatowy jest duży i jego średnica dochodzi do 15 cm. Długość rozesłanych liści oscyluje wokół 20 cm, co daje wraz z tarczą koszyczka kwiatowego dużą i łatwo zauważalną w terenie roślinę. Dziewięćsiły preferują suche gleby o raczej zasadowym odczynie i miejsca dobrze nasłonecznione, wyniesione nieco ponad łąki stare miedze, kamieniska, skarpy i zbocza wąwozów. Forma typowa dziewięćsiła nie posiada wyraźnej łodygi i koszyczek kwiatowy wraz z liśćmi leży na ziemi, tworząc efektowną, dość regularną rozetę. Nierzadko spotyka się odmianę z wyraźnymi łodygami, których długość dochodzi nawet do około 10 cm. Jest to podgatunek opisany przez botaników jako Carlina acaulus subsp. caulescens. Można by rzec, że to botaniczny nonsens: dziewięćsił bezłodygowy z łodygą!

Nazwa polska: dziewięćsił odnosi się do magicznego zastosowania i przekonania, że dziewięćsił posiada dziewięciokrotnie mocniejsze zdolności lecznicze niż inne zioła. Niektóre praktyki magiczne zalecały noszenie dziewięćsiła przy sobie w celu zwielokrotnienia sił. Nazwa gatunkowa Carlina ma dość niejasne pochodzenie i odnosi się może do Karola Wielkiego lub Karola V, którzy wykorzystywali podobno właściwości tej rośliny. Być może zjadanie mięsistych koszyczków kwiatowych dziewięćsiła uratowało armię Karola Wielkiego od wycieńczenia, a wzmocnienie tym specjałem, nazywanym w krajach alpejskich szwajcarskim karczochem, uratowało wojaków od zarazy morowej. Łukaszowi Łuczajowi, który przyrządził zupę z trzydziestu den kwiatowych dziewięćsiła zebranych w Apeninach smakowała bardzo, podobnie do zupy z kalarepy.[2]

Dziewięćsił miał kiedyś także w Karpatach wiele zastosowań w magii, kuchni i medycynie naturalnej, ale obecnie jest już jedynie jedną z nielicznych roślin symbolicznych. Rozeta liści z okrągłą tarczą niby-kwiatu uznana była za gotowy, naturalny symbol solarny i przetwarzana plastycznie na setki sposobów. Na związki ze słońcem wskazywało też zachowanie rośliny: w słońcu listki okrywowe (brane za płatki kwiatu) rozchylają się i odsłaniają jasną, żółtą tarczę koszyczka kwiatowego, a na okresy pochmurne listki stulają się i zakrywają skupisko maleńkich, rurkowatych kwiatów stożkowatą ochroną. Zachowanie to bywa odczytywane jak wskazania naturalnego higrometru i pomaga w ustaleniu lokalnych tendencji pogodowych.

Mięsiste i stosunkowo grube dno koszyczka kwiatowego bywało podobno gotowane i jadane jako jarzyna pod nazwą chleba myśliwskiego. Wydaje się, że dziewięćsił miał kiedyś i ma dzisiaj więcej zastosowań w Beskidach i Pieninach niż w samych Tatrach. W okolicach Szczawnicy i Czerwonego Klasztoru jest głównym źródłem wizualnej identyfikacji tzw. góralszczyzny. Dziewięćsił rośnie na nasłonecznionych halach, skarpach drogowych i w murawach naskalnych oraz pryzmach kamieni układanych na miedzach wzdłuż całej zaproponowanej trasy.

Dziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum)

To powszechnie znane i cenione ziele, które jest głównym składnikiem rytualnych bukietów sporządzanych współcześnie na dzień Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) według reguły ujętej w rymowane przekonanie, że każdy kwiat w sierpniu woła: nieście mnie do kościoła.[3]

Jako roślina lecznicza i magiczna był stosowany w Europie i Azji w najdawniejszych czasach[4] i musiał być niezwykle ceniony, skoro wchodził w skład obowiązkowej kontrybucji z Syberii przeznaczonej dla cara Rosji. Znali go Kazachowie jako djerabai – lekarza ran, ale jego właściwości znano także na Bałkanach i w krajach słowiańskich. Dziurawce rosną prawie wszędzie: w Europie, Azji, Ameryce i Afryce. Istnieje wiele gatunków i odmian tej rośliny. W Karpatach spotyka się malutkie, kilkucentymetrowe i blisko metrowe gatunki tej interesującej rośliny.

Nazwa „dziurawiec” pochodzi od widocznych pod światło, przeźroczystych zbiorniczków olejków, które brano za dziurki w liściach tego zioła. Przeświecające punkty na liściach ziela dały opisową, niemiecką nazwę rośliny Tausen-dlochkraut – ziele o tysiącu dziur. Wytłumaczenie istnienia niby-dziurek stanowi opowieść, według której to diabeł wykłuł je na liściach dziurawca, starając się pozbawić ziele jego leczniczych i ochronnych właściwości.

Krew w nazwach ludowych odnosi się do hiperycyny, czerwonego barwnika, jaki pojawia się po złamaniu lub zmiażdżeniu kwiatów. Zielona roślina z pięknie żółtymi kwiatami, która ocieka czerwonym, krwistym sokiem wzbudzała zrozumiałe zainteresowanie. Historia nazw dziurawca, ale także ich kolportowania przez zielarzy i botaników, mówi wiele o zjawisku kulturowego przejmowania cennych elementów wypieranych kultur i zwyczajów. Wielu autorów pisze bez zastanowienia, że zioło to kwitnie na św. Jana (24 czerwca) i dlatego nazywane jest zielem świętojańskim, zapominając, że świętowanie letniego przesilenia sięga w Europie daleko starszej tradycji, a w czerwcu kwitnie znakomita większość wszystkich roślin. Dlatego też nikomu pewnie nie przeszkadzało wróżenie z ilości i barwy soku, jaki spływał z wieńców uplecionych z dziurawca na święto św. Jana. Znane były też elementy magii kobiecej i wróżenie z ziela zebranego w noc przesilenia letniego. Jeżeli dziurawce trzymały się mocno i rozkwitały w domu, wyjście za mąż było prawie pewne, w przeciwnym razie pewne było staropanieństwo.

Dziurawiec jest uważany za panaceum na prawie wszystkie dolegliwości i sporządza się z niego napary, wyciągi olejkowe (Oleum Hyperici o różowym zabarwieniu), proszki dodawane do jedzenia i wiele innych specyfików. Jego magiczne działanie można przypisać zdolności do wprowadzania ludzi w to, co obecnie określa się jako dobry nastrój, a także powodowanie zwiększonego ukrwienia narządów wewnętrznych. Dziurawiec, stosowany wewnętrznie, pomaga więc w leczeniu depresji, bezsenności, migreny, reguluje menstruację i poprawia wydolność seksualną, co zostało wykorzystane w pracach nad Viagrą. Na wiele stuleci przed Viagrą wierzono, że sok z dziurawca potęguje miłość wybranej osoby.

Surowcem zielarskim jest ziele i kwiat dziurawca, ale w magii używano także dymu z suszonego zioła oraz bukietów kwitnącej rośliny jako skuteczną ochronę domów i zagród przed złymi wpływami, między innymi także przed pożarem.

Dziurawce znajdziemy na łąkach wzdłuż całego zaproponowanego szlaku.

Jałowiec pospolity (Juniperus communis)

W Karpatach jałowiec dorastać może kilku metrów wysokości i dożywa wieku 100 lat, obficie owocuje i ciągle jeszcze pamięta się o jego walorach. Najczęściej stosuje się obecnie aromatyczne, kuliste i drobne szyszkojagody. W pierwszym roku mają kolor zielony i dopiero w drugim roku dojrzewają, przybierając ciemno granatowy kolor. Są smaczną przyprawą, a jedzone po kilka dziennie działają odświeżająco i leczniczo na żołądek. Pędy jałowca są pełne olejków eterycznych i zapalone dają niezwykle aromatyczny gęsty dym. Z tego powodu jest stosowany do wszelkiego rodzaju rytuałów okadzania i oczyszczania dymem, ale także do wędzenia. Nalewka na owocach jałowca ma mieć szczególne właściwości rozgrzewające i dobrze wpływać na trawienie i kłopoty z żołądkiem. Nie zalecano specyfików z jałowca chorym na nerki. Z gałązek jałowca sporządzano tak zwaną rózgę, która miała być niezawodną bronią przeciw złym duchom. Bardzo elastyczne drewno służyło do wyrobu biczów i drobnych przedmiotów codziennego użytku.

Po starych zwyczajach związanych z jałowcem nie pozostało wiele śladów, ale niektóre zastosowania przetrwały w nieco zmienionych formach, przystosowanych do aktualnych praktyk religijnych. W Wielki Piątek na Podhalu gaździny ścinały gałązki jałowca, aby poświęcić je wraz z pokarmami w Wielką Sobotę. Poświęcony jałowiec był potrzebny później do okadzania owiec przed redykiem i szałasów pasterskich. W wysokich położeniach górskich w Karpatach spotyka się odmianę jałowca zwaną jałowcem halnym.

Jałowce bywały sadzone w ogrodach lub oszczędzane na przydomowych pastwiskach jako rośliny pożyteczne i lubiane. Jałowce, wszędzie gdzie rosną, są cennymi roślinami o wielu zastosowaniach.

Jałowce spotkamy w wielu miejscach grzbietowego szlaku nad Szczawnicą, ale prawdziwie cenne jego stanowisko znajduje się na Wysokim Wierchu (najwięcej po stronie słowackiej).

Lulecznica kraińska (Scopolia carnicola)

Lulecznica bywa mylona z pokrzykiem wilczą jagodą. Szczególnie wiosną lulecznica z pierwszymi kwiatami rzeczywiście przypomina swoją większą, magiczną siostrę. Roślina występuje licznie w Karpatach Wschodnich i na Kaukazie, prawdopodobnie także w Alpach Julijskich. Przez Pieniny wiedzie zachodnia granica jej zasięgu.

Lulecznica jest rośliną ciepłolubną, lubi świetliste lasy górskie i występuje licznie na niewielkich obszarowo stanowiskach. W Pieninach można napotkać dziesiątki roślin na kilku stałych, ale rozproszonych miejscach i nie spotkać jej wcale pomiędzy nimi.

Do celów leczniczych i magicznych wykorzystywano wszystkie części rośliny, a szczególnie silnie rozwinięte kłącza i suszone liście. Roślina jest śmiertelnie trująca i szczególnie szybko działa na dzieci. Na Słowacji i Ukrainie, być może także w Słowenii, uprawiana jest czasem w ogródkach domowych i według zebranych informacji stosuje się ją jako specyfik na tak zwanego kaca. Może potwierdzeniem tego zastosowania jest angielska nazwa lulecznicy – nightshade leaves?

Lulecznica była także uprawiana w ogródku zielarskim w Czerwonym Klasztorze. Jest gatunkiem rozpowszechnionym w Karpatach Wschodnich i wobec śladów jej tradycyjnej uprawy w wioskach rusińskich na granicy Pienin i Tatr można przypuszczać, że liczna populacja pienińska może częściowo pochodzić od zdziczałych uciekinierów z ogródków zielarskich. Najłatwiej spotkać można kępy pięknych lulecznic, idąc drogą wzdłuż Dunajca na kilku pierwszych kilometrach od Czerwonego Klasztoru w dół rzeki.

Macierzanka (Thymus sp.)

Macierzanka halna (Thymus alpestris) rośnie wysoko w górach, aż ponad granicę lasu. Czasem tworzy mieszańce z macierzanką zwyczajną. Ziele macierzanki jest stosowane jako środek łagodzący bóle głowy, lekarstwo na katar i kaszel i generalnie postrzega się je jako specyfik pozytywny o działaniu przeciw czarom, jak to określała św. Hildegarda. Macierzanka jest także doskonałą przyprawą poprawiającą smak potraw i wspomagającą proces trawienia. Ziele macierzanki jest powszechnie stosowane jako ważna część mieszanek naparów stosowanych w Bułgarii, ale także na Słowacji. Te ostatnie są zalecane dla kobiet i ich tradycyjną przydatność w łagodzeniu dolegliwości kobiecych zawiera nazwa słowacka macierzanki – materina dúška.

Macierzankę znajdziecie bez trudu na skarpach drogowych, ciepłych łąkach i w pobliżu skał i kamienistych miedz. Pakowane herbatki z macierzanką można dostać powszechnie w sklepach we wsi Czerwony Klasztor i recepcji muzeum klasztornego. A warto kupić gotową „herbatkę”, bo jak radzi słynna wieszczka Hildegarda z Bingen: gdy mózg jest chory i jakby pusty, należy sproszkować macierzankę piaskową i proszek ten zmieszać z mąką pszenną w wodzie, po czym zrobić z tego małe placki i często spożywać, a mózg mieć się będzie lepiej.[5]

[1] J. Olędzki, „Filόdzōon. Ciesząca się życiem albo Ogławianie. Kultura wierzby”, „Konteksty. Polska sztuka ludowa”, 3-4/1994 r., s. 19

[2] Ł. Łuczaj, Dzikie rośliny jadalne Polski, Krosno 2004, s. 63

[3] L.Koziarska, Natura i Zdrowie, MPK Nowy Sącz, Nowy Sącz 2009, s. 10

[4] C.Müller-Ebelingová, C. Rätsch, W. D. Storl, Čarodějná Medicina, Volvox Globator, Praha 2000.

[5] Hildegarda z Bingen, Zioła... ibidem, s.134

Komentáre
Musíte byť prihlásený. Ak ešte nemáte vytvorený účet, zaregistrujte sa!
Fotografie